Tekst ten nie ma na celu godzenia w dobro hodowli należących do Związku Kynologicznego lub innej organizacji kynologicznej, lecz jest odpowiedzią na artykuły, które pojawiły się w ostatnim czasie w na stronach internetowych kobiecymzdaniem.pl oraz Noizz.pl

Zacznijmy od początku
W Polsce do 2012 r. istniało tylko kilka organizacji kynologicznych, które zgodnie ze swoimi celami statutowymi zajmowały się kontrolą i organizacją hodowli psów rasowych. Jako przykład można wymienić poza Związkiem Kynologicznym w Polsce, Polską Federację Kynologiczną czy Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego. W miarę uporządkowaną sytuację zburzyła uchwalona w 2011 r. zmiana Ustawy o ochronie zwierząt, która dodała m.in. art. 10a ust 6. o treści „Zakaz, o którym mowa w ust. 2, nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów.” czyli zakazu rozmnażania psów i kotów w celach handlowych.
Chwilę po wejściu w życie omawianego przepisu (2012 r.) nastąpił wysyp wszelkiego rodzaju stowarzyszeń, z czego znamienita część powstała tak naprawdę wyłącznie po to, aby dotychczasowi handlarze psów w typie rasy nie musieli kończyć swojej dotychczasowej działalności. Dzisiaj, próbując doliczyć się wszystkich organizacji, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą psów rasowych zatrzymałem się na liczbie 109 choć wiem, że jest ich zdecydowanie więcej. Oczywiście część z nich może również poszczycić się prawidłowo prowadzonymi księgami hodowlanymi – ale nie o nich w tym tekście.
Bubel prawny uchwalony przez posła z ramienia Platformy Obywatelskiej Pana Pawła Suskiego próbowano naprawić jeszcze za czasów kadencji koalicji rządzącej PO-PSL. Bezskutecznie. A ilość stowarzyszeń wciąż rosła.
Edukacja
Niczego nieświadomi nabywcy szczeniąt, kupując psa w dobrej wierze, chcąc rozwijać swoja pasję kynologiczną trafiają niestety na mur nie do przebicia. Każda szanująca się organizacja kynologiczna, która dba o czystość ras zwyczajnie nie nostryfikuje dokumentu i nie wyda rodowodu dla psa, którego pochodzenie jest co najmniej wątpliwe.
Na tym jednak problem w hodowli psów rasowych się nie kończy. Idąc z duchem porzekadła „Polak potrafi”, znaleźli się tacy, którzy potrafią z psa w typie rasy zrobić psa z pełnym co najmniej pięciopokoleniowym rodowodem. Tematem tabu jest podkładanie szczeniąt nierasowych do miotu urodzonego w organizacjach kynologicznych, które wydają pełne rodowody. Oczywiście proceder ten by nie istniał, gdyby wprowadzone były co najmniej obowiązkowe badania DNA w celu ustalenia profilu i pochodzenia. Niestety niewiele organizacji kynologicznych w Polsce wyszło z założenia, że taka konieczność jest uzasadniona i bezwarunkowa. Jako przykład można podać właśnie Polską Federację Kynologiczną, która jako jedna z pierwszym w Polsce wprowadziła obowiązkowe badania DNA dla uzyskania przez psy i suki uprawnień hodowlanych. Tylko dzięki tak wysokim obostrzeniom ale dającym nabywcom szczeniąt gwarancję pochodzenia psa można mówić o pełnej transparentności.

Sedno sprawy
Zgodzić należy się z autorką tekstu opublikowanego na stronie kobiecymzdaniem.pl, że nie każda hodowla nienależąca do Związku Kynologicznego w Polsce jest pseudohodowlą. Krzywdzącym są jednak dalsze stwierdzenia, których interpretacja może skłaniać się ku temu, że tylko ZKwP jest „tą jedyną słuszną” przez m.in. wzgląd na przynależność do Międzynarodowej Federacji Kynologicznej FCI.
Otóż przynależność do tej jednej z wielu organizacji międzynarodowych w dzisiejszych czasach nie jest żadnym wyznacznikiem. Wcale nie oznacza to wyższego standardu w prowadzeniu hodowli, większej (sic!) czystości rasy, czy jakiejkolwiek wyższości. Wreszcie, potencjalny czytelnik niesłusznie może nabrać przekonania, że jest to jedyna organizacja na świecie, która dba o porządek w krajowych organizacjach kynologicznych.
Gdzie leży prawda
Prawda jest jednak inna i powinna być przedstawiona chociażby na przywoływanej stronie z szerszej perspektywy. Na świecie istnieje wiele organizacji o charakterze międzynarodowym, które zrzeszają krajowe jednostki celem m.in. wspólnej pracy na rzecz ochrony czystości ras. Ba! Na świecie bez szczególnego przeszukiwania internetu można odnaleźć krajowe organizacje kynologiczne, które poprzez wypracowaną renomę działają jako niezależne jednostki uznając rodowody innych organizacji albo na zasadzie wzajemności, albo na podstawie zawartych umów. Wśród takich organizacji (krajowych i międzynarodowych) wymienić należy chociażby „gigantów” z Rosji, Stanów Zjednoczonych czy Kanady: International Kennel Union (IKU), American Kennel Club (AKC), Canadian Kennel Club (CKC). Na rodzimym kontynencie nie jest inaczej: The Kennel Club UK, jedna z najstarszych na świecie organizacji kynologicznych. Czy zaskakującym okaże się, że powyższe organizacje nie są członkiem wspomnianej wcześniej Międzynarodowej Organizacji Kynologicznej FCI? A są to czasami organizacje o zdecydowanie wyższym statusie na świecie, w których próżno szukać fobii na punkcie nazywania innych “pseuduchy”.
Wracając do istoty pochodzenia psa oraz dokumentu, który je potwierdza (a przynajmniej powinien). Nabywca psa chcący wejść szerzej w świat kynologii dzisiaj błądzi niczym we mgle. Niczego nie świadomy nie raz rezygnuje z wybitnego osobnika tylko dlatego, że gdzieś na Facebooku przeczytał, że np. Polska Federacja Kynologiczna to „pseuduchy”. A gdyby tak zapytać autorów owych wypowiedzi, co wiedzą o tej organizacji, jakie zasady hodowli tu panują, zapewne rozmowa zakończyłaby się zająknięciem. A przecież tak niewiele potrzeba, aby usiąść i porównać, jakie obowiązki spoczywają na hodowcach w poszczególnych organizacjach oraz co, poza (ale przede wszystkim) kochanym szczeniakiem dostaniemy od hodowcy.

Transparentność
Rodowód. Magiczne słowo, które niektórym dyskutantom spędza sen z powiek. Choć wymaga to pewnego uściślenia, że nie każdy rodowód świadczy o rasowości. Diabeł tkwi w szczegółach, a jednym z nich jest możliwość faktycznego i niepodważalnego potwierdzenia pochodzenia psa jak również jego rodziców, którzy powinni być identyfikowani jako psy czystej rasy. Wracamy zatem do punktu wyjścia – badań DNA, rzetelnego prowadzenia ksiąg rodowodowych i transparentnych zasad nadawania uprawnień hodowlanych.
Zastanawiam się w tym miejscu, ile organizacji kynologicznych jest w stanie położyć na szali swoją „markę” za to, że wszystkim psom z ich dokumentami będzie można bez problemu potwierdzić pochodzenie? To zejdźmy poziom niżej. Dlaczego w tekście kobiecymokiem.pl z pogrubionego tekstu wyczytamy, że „nie każda hodowla należąca do ZKwP jest idealna” zatem organizacja ta nie jest zrzeszeniem pseudohodowli, a jednocześnie na tysiącach wątków innych for i portali społecznościowych czytamy, że hodowla „XYZ” jest pseudo, więc i cała organizacja, w której jest ona zarejestrowana to też jest pseudo?
Na zakończenie
Całość sprowadza się albo do ewidentnej niewiedzy, albo do chęci zysku kosztem innych hodowców z innych organizacji. Nie umniejszając wkładu w polską kynologię Związku Kynologicznego należy raz na zawsze postawić sprawę jasno: monopol nigdy nikomu dobrze nie służył a już na pewno nie służył dobru sprawie. Poczucie monopolu zawsze sprzyja braku realnej kontroli, wolniejszemu rozwojowi oraz poczuciu nieomylności. Pewien punkt równowagi dla efektywnego wzrostu jakości hodowli i minimalizacji ryzyka odchyleń w hodowli psów rasowych wymaga uznania monopolu za status quo ante.
Każdemu nabywcy psa, który chce wejść w realny a nie tylko kreowany świat kynologii zachęcam do szerszej lektury i nieograniczania się wyłącznie do „establishmentu”, który swoją siłę argumentu nie skupia na sobie i swoim dorobku a siłę swą upatruje w bezwiednym krytycyzmie innych.