O co tyle hałasu?

Dziś nikt już nie bagatelizuje zagrożeń, jakie ludziom i zwierzętom niesie kontakt z kleszczem. Dyskutujemy, ile czasu kleszcz musi żerować, aby doszło do zakażenia. Nie do końca wiemy, ile zwierząt się zaraża, jakimi chorobami odkleszczowymi, jak sobie z tym koktajlem patogenów radzić. Nie mamy też stuprocentowo pewnych sposobów diagnozowania, co powiększa chaos informacyjny i daje pole do domysłów nakręcającym panikę. Media z tego korzystają, węsząc sensację i nakręcając spiralę leków, przy okazji dezinformując odbiorców. Jednak nie zmienia to faktu, że zgadza się, że zagrożenie istnieje.

Przede wszystkim profilaktyka!

Najważniejszym zagadnieniem staje się edukacja i walka z nieaktualnymi lub szkodliwymi przekonaniami. Wszystkie środowiska powinny mówić jednym głosem, podając te same, prawidłowe, zalecenia. Generalnie wszyscy zgadzają się co do szczepień czy odpowiedniego ubioru w chwili udawania się w plener, jeśli chodzi o człowieka. U psa wachlarz możliwości jest niestety nieco bardziej ograniczony i najczęściej sprowadza się do przeglądania ciała czy stosowania replementów. Jednak kwestie związane z usuwaniem kleszcza to chaos pełen sprzeczności, mitów, półprawd i nieprawdy. Nawet wśród zaleceń Inspekcji Sanitarnej spotykamy różne wersje. A przecież sposób usunięcia kleszcza może doprowadzić do zakażenia albo zminimalizować to zagrożenie. Jest więc szalenie ważnym elementem obrony prze zakażeniem chorobami odkleszczowymi.

Dawniej, jeszcze 20-30 lat temu, populacja zakażonych kleszczy była niewielka, a borelioza uważana była za rzadką, niemal egzotyczną chorobę (rozpoznano ją po raz pierwszy w 1975 r.!) na którą, mając pecha, może zapaść jakiś leśnik. Sposób usuwania kleszczy wydawał się bez znaczenia. Smarowaliśmy je masłem, ciągnęliśmy paznokciami… Czy ktoś z kleszczem biegł wówczas do lekarza? Obecnie szacuje się, że odsetek zakażonych kleszczy to średnio 30% (zróżnicowane lokalnie). I nie jest już wszystko jedno, jak kleszcza usuniemy. Niestety, mimo iż wiedza na temat kleszczy bardzo poszła do przodu, to wydaje się, że w kwestiach ich usuwania pozostaliśmy na etapie babcinych zaleceń sprzed 50 lat. Dramat polega na tym, że niewłaściwe zalecenia płyną również od lekarzy, będących przecież autorytetami.

Dlaczego kleszcz nazywa się kleszczem

Wynika to z budowy jego hypostomu, tej najeżonej kolcami, przypominającej harpun części, którą kleszcz wsuwa w skórę żywiciela. Dodatkowo pajęczak cementuje go w skórze specjalną wydzieliną. Kiedy próbujemy go wyciągnąć, kolce hypostomu zakleszczają się w skórze, chroniąc pajęczaka przed odpadnięciem zanim skończy posiłek. Działając niczym kołki rozporowe w ścianie. A musi to być mocna blokada, bo zwierzęta (np. psy) ocierają się o pnie drzew czy podłoże oraz drapią się pazurami.

Usuwanie kleszcza poprzez ciągnięcie jest więc trudnym sposobem pozbycia się pasożyta. Trzeba go naprawdę mocno uchwycić, żeby operacja się udała. Można wówczas kleszcza rozerwać, a z jego ciała rozleją się na miejscu wkłucia płyny z patogenami. Pojawia się też prawdopodobieństwo ściśnięcia ciała kleszcza, w z nim ryzyko, że do ciała żywiciela dostanie się ślina lub treść jelitowa, będące rezerwuarem patogenów.

Mit pęsety

Obecnie funkcjonujące zalecenia promują usuwanie kleszcza przez wyciągnięcie, najlepiej pęsetą. Niestety, to właśnie jest metoda, która zwiększa „szanse” na złapanie chorób odkleszczowych. Zwolennicy tego sposobu zdają sobie sprawę, że kleszcza ściskać nie wolno, zalecając więc użycie pęsety o cienkich końcach i uchwycenie pajęczaka tuż przy skórze. To rozumowanie zawiera jednak trzy błędy.

Po pierwsze, tzw. szeregowy obywatel nie ma w domu pęsety o bardzo cienkich końcach. Znajdując kleszcza będzie biegał po sklepach z narzędziami chirurgicznymi? Dla niego pęseta to pęseta. Weźmy taką, którą ma w domu: zwykłą pęsetę kosmetyczną, a ta jest przeważnie płaska i szeroka.

Po drugie, zastanówmy się, czy na pewno istnieje pęseta o tak cienkich końcach, żeby uchwycić kleszcza przy samej skórze tak, aby nie ścisnąć fragmentu albo wręcz całego ciała, np. nimfy.

Po trzecie, ciągnięty kleszcz stawia znaczny opór, co może prowadzić do jego rozerwania.

Prawidłowo, czyli jak?

Podpowiada nam to budowa kleszcza i prawa fizyki – ruchem obrotowym. Kolce hypostomu owijają się wówczas wokół własnej osi, a kleszcz stawiając opór, lekko wysuwa się ze skóry. Kierunek obroty jest rzecz jasna obojętny.

Pamiętajmy, że dla naszego bezpieczeństwa:

  • kleszcza nie wolno ściskać – ryzyko wyciśnięcia śliny lub treści jelitowej do ciała żywiciela,
  • nie wolno go ciągnąć – ryzyko rozerwania go i pozostawienia w skórze jego części gębowej,
  • nie wolno go dusić, przypalać, ucinać, wydrapywać, wypychać, dłubać igłą, masować palcem czy drażnić w jakikolwiek inny sposób.

 

Każdy z tych sposobów może spowodować reakcję kleszcza i wprowadzenie zakażonych płynów do naszego organizmu. O wycinaniu nożem razem z ciałem nie będziemy wspominać.

Jak więc usunąć kleszcza w sposób maksymalnie bezpieczny?

Podpowiada nam to budowa kleszcza i prawa fizyki – ruchem obrotowym. Kolce hypostomu owijają się wówczas wokół własnej osi, a kleszcz stawiając opór, lekko wysuwa się ze skóry. Kierunek obroty jest rzecz jasna obojętny.

 

Zapomnijcie jednocześnie o pęsecie i ciągnięciu. Oto kryteria jakim powinien odpowiadać przyrząd do usuwania kleszczy:

  • nie ściska,
  • nie pozostawia części kleszcza w skórze,
  • usuwa kleszcza każdej wielkości, z każdego miejsca i z jednakową skutecznością,
  • działa szybko i jest prosty w obsłudze,
  • można go dezynfekować.

Czy istnieją przyrządy spełniające wszystkie te warunki?

Rynek oferuje nam dziesiątki przeróżnych narzędzi. Bywa, że jedne są dziwniejsze od drugich. Przedstawiane są różne ich zalety, np. że mieszczą się w portfelu. Jednakże, tak naprawdę, istnieją tylko dwa, które zapewniają nam i naszym podopiecznym bezpieczeństwo, pozwalają ludziom usunąć kleszcza samodzielnie, z łatwością i natychmiast, gdy tylko go zauważymy. Jedną z nich są haczyki TICK TWISTER® Kleszczołapki. TICK TWISTER daje pełne bezpieczeństwo użycia. Usuwa każdego kleszcza z każdego miejsca bez drażnienia go, szybko, z łatwością. Nie ściska, nie rozrywa. Wykonany z tworzywa nie łamie się i nie wchodzi w reakcję ze środkami dezynfekującymi. Może być sterylizowany (autoklaw do 140 st. C). Odpowiednio wyprofilowana szczelina wykonana została z niezwykłą precyzją tak, aby uchwycić nawet najmniejszego kleszcza.

Kleszczołapki TICK TWISTER® został opracowany przez francuskiego lekarza weterynarii dr. Denis Heitz i do roku 2016 chroniony był międzynarodowym patentem. Niestety, ochrona patentowa wygasła, a na rynku pojawiły się pochodzące z Chin kopie. Jakość ich wykonania pozostawia wiele do życzenia. Szczelina jest tak szeroka, że prawdopodobieństwo usunięcia kleszcza jest znikome. Nie wiadomo także nic na temat tworzywa, z jakiego są one wykonywane. Dlatego poszukując kleszczołapek (np. w internecie) należy zwracać uwagę, aby produkt był wyprodukowany we Francji.

Treść tekstu została opracowana przez Hannę Kantor m.in. dla Polskiej Federacji Kynologicznej, a w 2017 r. stanowił istotną tematykę na VIII Międzynarodowej Konferencji Naukowo-Szkoleniowej.

%d bloggers like this: